Celem wyższej uczelni technicznej jest wykształcenie współczesnego inżyniera, który powinien umieć odpowiedzieć nie tylko na pytanie "jak coś się dzieje?" ale i "dlaczego to się dzieje?". Niestety, następstwem przedmiotowego traktowania uczniów w szkole średniej jest wyuczona bezradność, nieporadność w rozwiązywaniu własnych problemów życiowych oraz oczekiwanie, że inni, odpowiedzialni za ich los, rozwiążą wszystkie te problemy. Przygotowanie do studiowania wczorajszych maturzystów, a dziś już studentów, jest ogromnie zróżnicowane i w dużym stopniu niespójne ze stawianymi im już od pierwszych tygodni nauki wymaganiami.
Propozycją wychodzącą naprzeciw problemom kandydatów do studiowania jest kurs adaptacyjnowyrównawczy, dający szansę zorientowania się co do swych predyspozycji, poziomu przygotowania do wysiłku, podatności biopsychicznej na duże obciążenie pracą umysłową. Zajęcia adaptacyjne to wybrane tematy z matematyki i fizyki oraz nauka racjonalnego uczenia się, korzystania z literatury i wypowiadania się. To wszystko, czego brakuje dużej części młodzieży rozpoczynającej studia. Kurs taki jest ogólnie dostępny i niezbyt kosztowny. Pomimo to przeważająca większość maturzystów rozpoczynających studia techniczne natrafia na trudności w pokonywaniu stawianych im wymagań już na początku drogi, w I i II semestrze nauki.
Od kilku już lat uwarunkowania procesu edukacji studentów I roku PG a także wyników i ich kształcenia budzą zainteresowanie kierownictwa naszej uczelni, kadry naukowodydaktycznej, Kuratorium Oświaty oraz dyrekcji i nauczycieli szkół średnich. Wymienione problemy stały się obszarem naukowych dociekań w związku ze zmniejszającym się z roku na rok odsetkiem studentów zaliczających bez problemów pierwsze dwa semestry nauki (dane z "Pismo PG" nr 6(8)/94, 6(17)/95). Wyjątkiem jest I semestr w roku akademickim 1996/97, w którym to odsetek zaliczeń I semestru wyraźnie wzrósł (dane "Pismo PG" 3(32)/97, 10(39)/97). Sytuacja ta nie dotyczy jednak wszystkich wydziałów.
Na Wydziale Chemicznym, niestety, nadal bardzo wielu studentów otrzymało wpis warunkowy na II semestr, zastało skreślonych lub zrezygnowało ze studiów, mimo corocznego przedłużania czasu trwania sesji i ustalania dodatkowych terminów zaliczeń. Niepowodzenia te obejmują w zasadzie wszystkie przedmioty ścisłe wykładane na I roku: matematykę, fizykę i chemię ogólną. Dlaczego tak się dzieje? Na to pytanie można odpowiedzieć bez głębszego zastanawiania się. Z liczby świadectw maturalnych składanych w czasie przyjmowania kandydatów na studia wynika, że liczba oryginałów nie przekracza 10 % wszystkich składanych świadectw. Stąd płynie prosty wniosek: Wydział Chemiczny traktowany jest jako rezerwowy w razie, gdy nie uda się dostać na upragniony kierunek studiów lub jako przechowalnia na rok dla tych, co chcą ponownie zdawać na inny kierunek nauki. Jakim studentem chemii może być ktoś, kto wybierał się na psychologię czy prawo? Tylko wybitnie i wszechstronnie utalentowany student poradzi sobie z nawałem materiału ścisłego. Ale czy ma on motywację do nauki?
Tę smutną prawdę potwierdza, częściowo, ankieta przeprowadzona wśród studentów studiów magisterskich Biotechnologii, Ochrony Środowiska i Technologii Chemicznej II roku Wydziału Chemicznego. Dlaczego częściowo? Dlatego, że być może bardziej rzetelne byłyby opinie studentów, którym się nie powiodło, ale których już nie ma na uczelni. Natomiast studenci obecnego I roku nie doświadczyli jeszcze wszystkich doznań związanych z zaliczeniami, kolokwiami końcowymi i egzaminami w sesji. Jakże mogliby obiektywnie ocenić przyczynę swoich niepowodzeń skoro ich jeszcze nie doznali. Przypuszczam jednak, że kłopoty z jakimi borykają się studenci, dotyczą prawie wszystkich jednakowo. Różnica polega jedynie na tym, czy potrafili sobie z nimi poradzić, czy też nie. Tutaj właśnie może się okazać, że student, który przebrnął przez tą trudną drogę okaże więcej obiektywizmu niż ten, który sobie nie poradził.
Udział w ankiecie wzięło 84 studentów ze 174 widniejących na listach II roku. Stanowi to 48% ogółu studentów, którzy przebrnęli przez I rok studiów. Trzeba tu zaznaczyć, że jest to elita studencka, ponieważ są to studenci systematycznie uczęszczający na wykłady. Z jakich szkół rekrutują się uczestnicy ankiety? Ogromna większość z nich ukończyła Licea Ogólnokształcące (90,5%), zwykle o profilu mat.-fiz. lub biol.-chem. Tylko 8,5% ukończyło Technika Chemiczne i 1% Liceum Zawodowe (medyczne - 1 osoba). Wynika z tego, że studenci, którzy poradzili sobie na I roku mieli już sprecyzowane zainteresowania, co zaowocowało samodzielnym podjęciem decyzji o wyborze kierunku studiów (90,5% ankietowanych). Wszyscy ankietowani ocenili się jako uczniowie dobrzy (63%) lub bardzo dobrzy (37%) w szkole średniej. Biorąc pod uwagę, że w naszym społeczeństwie istnieje tendencja do zaniżania własnych osiągnięć, uczniów ocenionych na bardzo dobrze było z pewnością więcej. Rekompensuje to jednak tendencję nauczycieli do zawyżania ocen na końcowym świadectwie tak, że w sumie wynik może być zbliżony do prawdziwego. Z zestawienia procentowego wynika, że nie było oceniających się na dostateczny, chociaż wśród przyjętych na studia byli i tacy. Większość ankietowanych (63%) przyznaje, że chciała studiować na Wydziale Chemicznym, ale wśród pozostałych (37%) aż 3/4 studentów jako pierwszy kierunek wybrało studia na Akademii Medycznej. Widocznie jednak rezerwowy kierunek okazał się również interesujący skoro zostali i studiują dalej pomimo, że na II roku przybywa pracy.
Najważniejszym punktem ankiety było jednak pytanie o to, co sprawiało studentom największe trudności na pierwszym roku studiów? Zgodnie z przewidywaniem ankietowani odpowiedzieli, że:
Studenci oceniają, że znacznie mniej trudności sprawiło im:
Pocieszający jest fakt, że na 33% niekorzystających z konsultacji tylko 20% opowiedziało się za niedostatecznym kontaktem z prowadzącymi zajęcia, choć byli i tacy (kilka wypowiedzi), którzy opowiedzieli się za niedostatecznym kontaktem z prowadzącymi zajęcia ale nie skorzystali z konsultacji, 67% odpowiadających skorzystała z konsultacji i to głównie z matematyki i fizyki (90%) oraz znacznie mniej z chemii ogólnej i maszynoznawstwa (10%). Czy rezultaty te potwierdzają przypuszczenie, że na konsultacje nie chodzą studenci radzący sobie samodzielnie lub ci, którym w ogóle nie zależy na uzyskaniu dobrych wyników? Myślę, że tak.
Pewnym jest, że studentom, którym się powiodło towarzyszyło głębokie przekonanie o dużym znaczeniu dyplomu ukończenia wyższej uczelni przy podejmowaniu pracy (99% wypowiedzi). Dodatkową motywacją do podejmowania wysiłku jest też ogólnie skrystalizowana wizja przyszłości po ukończeniu studiów, do której przyznało się 59,5% ankietowanych (niektóre wizje były bardzo szczegółowe). Nie dało się zauważyć natomiast jakiegoś ścisłego związku między trudnościami w nauce a miejscem zamieszkania. Większość studentów na 1 roku mieszkała w domu (40,5%), w akademiku (30,5%) oraz w wynajmowanym mieszkaniu (29%). Miało to jednak ścisły związek z wykorzystaniem ewentualnego czasu wolnego. Jakkolwiek ponad połowa (52%) pytanych nie miała czasu na swoje hobby lub rozrywkę, to wśród pozostałych (48%) znakomita większość, to osoby mieszkające w domu lub wynajętym mieszkaniu. Wśród zajęć wymienionych jako odskocznia od studiowania najczęściej pojawia się: czytanie, kino, sport ; rzadziej: teatr, taniec i inne.
Tak więc mieszkanie w akademiku, w dużej społeczności, bardzo zróżnicowanej pod względem społecznym oraz pod względem statusu studenckiego nie sprzyja spędzaniu wolnego czasu pozwalającemu lepiej zrelaksować się i jednocześnie dostarczyć nowych bodźców do pracy.
Tyle wyniki ankiety. A co mówią studenci zapytani bezpośrednio o przyczyny niepowodzeń na I roku studiów?
Co natomiast mają do powiedzenia nauczyciele?
Jakie wnioski wynikają z analizy zgromadzonego materiału źródłowego, w tym uwag przedstawionych przez nauczycieli akademickich i studentów. Jest wiele przyczyn obiektywnych takiego stany rzeczy. Nie da się np. zwiększyć liczby sal wykładowych bez nakładu dużych środków. Nie rozciągnie się doby tak, aby wszystkie wykłady mogły odbywać się w optymalnych dla pracy organizmu godzinach. Nie można także obniżyć kryterium oceniania, ponieważ runęłaby cała koncepcja kształcenia. Nie można wziąć odpowiedzialności za cudze życie. Nie można za wszelką cenę zatrzymywać studentów na uczelni.
Jest jednak wiele obszarów, w których można jeszcze coś zmienić. Naukowcy zajmujący się problemem edukacji studentów twierdzą, że o pozytywnych wynikach tej edukacji decyduje 5% talentu i 95% pracy nad sobą. Zdyscyplinowany tryb życia studenckiego, wola nieustającego intensyfikowania własnej pracy umysłowej oraz jej rzetelność i systematyczność są stymulatorami nie tylko naukowca ale i studenta uczelni technicznej. Budującym jest fakt, że wielu studentów osiągnęło sukces poddając się tym surowym wymogom. Żaden człowiek nie zna granicy własnych możliwości, dopóki nie zajdzie konieczność uruchomienia potrzebnych mechanizmów. Im bogatszy zasób wiedzy przechowywanej w zakamarkach pamięci, im częściej musi korzystać z "myślenia", tym lepiej mu to idzie. Pamięć ludzką, spostrzegawczość, myślenie, logiczne wnioskowanie można uaktywnić w każdej chwili życia. Ale jak to zrobić? Profesor W. Wojnowski często powtarza swoim studentom "Konia można doprowadzić do wodopoju, ale napić się musi już sam". Nasuwa się wniosek, że wszyscy nauczyciele biorący udział w procesie dydaktycznym ( od podstawówki do szkoły wyższej) powinni wymusić na uczniach, studentach czynny udział w tym procesie, tak aby uczący się był jego współtwórcą.
Zmiany w psychice i postępowaniu studenta i nauczyciela mogą dokonać się wyłącznie w wyniku dużego wkładu pracy własnej, silnej motywacji, systematycznej samokontroli i samooceny bez oglądania się na nowe programy i wytyczne zmieniających się kolejno rządów i ministrów. Nie pomogą nawet najlepsze "wartości" jeśli każdy uczestnik procesu dydaktycznego nie weźmie sam odpowiedzialności za jego skutki. Zacznijmy więc zmiany od siebie samych. Poprawmy w sobie to, co można poprawić. To zadanie trudne, ale nie niemożliwe. Najlepiej od zaraz, krok po kroku. Jeden z najwybitniejszych przedstawicieli ruchu rozwoju potencjału człowieka Stephen R. Covey (autor książki "Siedem nawyków skutecznego działania") twierdzi: "Rozpoczęcie dnia małym zwycięstwem nad sobą, prowadzi do większych zwycięstw".
Uwaga:
Niniejszy tekst pochodzi z witryny Politechniki Gdańskiej
Adres: http://www.pg.gda.pl/PismoPG/nr2_98/htpl.cgi?std=ISO&plk=problemy.html